Dziurkowany golf od Alexandra Wanga to jeden z najbardziej charakterystycznych elementów jesiennych kolekcji. W rankingu popularności przegrał wprawdzie z zieloną bluzą Kenzo i kozakami Givenchy, ale i tak wiele kobiet chciałoby go mieć w swojej szafie i być w nim fotografowaną. Jeszcze bardziej niż na ulicę nadaje się na okładki magazynów. Najpierw w "Harper's Bazaar" Camilla Akrans sfotografowała w jego białej wersji Rihannę, a całkiem niedawno w czarnej opcji na okładce "Fashion Magazine" pojawiła się Małgorzata Kożuchowska. I może to moje specyficzne uprzedzenie do tej aktorki, ale jak dla mnie starcie z Rihanną Kożuchowska przegrała z kretesem. Z tym golfem jest bowiem tak, że nie wystarczy go założyć, żeby stać się "It girl" i wywołać okładkowy "Wow efekt". Trzeba coś z nim zrobić, jakoś go rozciągnąć, przeciągnąć, ograć, żeby zaczął żyć swoim życiem (nie ze scenariusza amerykańskiego horroru). W innym razie jest tak, że nosząca go chce zrobić wrażenie: "Patrzcie, mam ten kultowy golf od Wanga. Podziwiajcie i zazdrośćcie" podczas gdy mijający ją pukają się w czoło myśląc: "Golf ze spłaszczonymi dziurami zimą? Chcesz się kobieto gruźlicy nabawić?"
Małgorzata Kożuchowska z podrasowanymi fotoszopem oczami zrobiła na okładce "Fashion Magazine" niewiele mówiącą minę. Jedną piąstkę przyłożyła sobie do boczku, drugą do ucha i tyle. Cokolwiek by na siebie założyła, efekt byłby podobny. Jeżeli podczas sesji próbowała różnych póz, a wybrano to zdjęcie, to smutne. Nie wiem, co autor miał na myśli, nie wiem, co modelka miała na myśli. Szkoda golfu. I gdybym miała w kieszeni ostatnie 20 złotych i miałabym ochotę kupić sobie jakiś magazyn o modzie, to na podstawie okładki, nie sięgnęłabym po "Fashion Magazine".

