poniedziałek, 14 października 2013

12 modnych mgnień Nowego Jorku - wiosna 2014

Z góry ostrzegam: To nie jest post dla tych, którzy nie lubią o wiosennych kolekcjach czytać jesienią.Wszystkich pozostałych zapraszam na subiektywnie zestawienie najciekawszych zestawów z wiosennych kolekcji zaprezentowanych nie tak dawno w Nowym Jorku. Mam nadzieje, że  zainspiruje Was ono do własnych poszukiwań, bo nie wymagam, by moi czytelnicy mieli taki sam gust jak ja. Już dziś można śmiało powiedzieć, że odsłanianie brzucha nie wyjdzie jeszcze z mody, a pudrowy róż będzie bardzo pożądanym kolorem.

3.1 Phillip Lim - Projektant co sezon pokazuje coś ciekawego, coś przykuwającego wzrok, a czemu nie mogą oprzeć się sieciówki. Te rdzawe przetarcia na kamizelce są niesamowite i choć nie wiem, czy chciałabym coś takiego nosić, wizualnie robi niesamowite wrażenie.
Altuzarra - To może, choć nie musi być, spódnica sezonu. Elegancka, choć robi wrażenie wymęczonej, jakby niejedną imprezę miała już za sobą. Widziałabym podobną w kolekcji Kupisza, a w szafie Mai Sablewskiej.
Alexander Wang - To będzie najchętniej kopiowana bluza sezonu. Już widziano ją w jakiejś sieciówce, a kwestią czasu tylko  jest, gdy jej tańsze wersje zaleją modowe blogi. Tygrys Kenzo może się schować.
Carolina Herrera - Mistrzyni białej koszuli i ulubienica samej Kasi Cichopek. Nie w każdym sezonie coś z jej kolekcji tak bardzo przykuwa moją uwagę, jak ta sukienka. Prosty krój i ciekawy, nowoczesny wzór, jak nie od Herrery. Zara będzie wiedziała, co z tym zrobić;-)
DKNY - Sport w wielkim mieście to motyw przewodni DKNY niemal w każdym sezonie. W tym zestawie podoba mi się wszystko - razem i osobno. Połączenie granatu z bielą genialne. Może trochę szkolne, ale mam już podstawówkę za sobą, a granatowy fartuszek darzę sentymentem.
Donna Karan - Moim zdaniem, jedna z lepszych kolekcji Donny Karan w ostatnim czasie, ale może to dlatego, że tak bardzo podoba mi się motyw tribal w modzie. Ktoś powie, że ta sukienka to po prostu ładnie zarzucony na ramię modelki koc. Nawet jeżeli, to ja tak zarzucić sobie koca na ramię nie potrafię.
Mara Hoffmann - Potwierdzenie mojego uwielbienia dla kolekcji tribalowych. Cytując Korę, takie sukienki to ja "kocham, kocham, kocham".
Marc by Marc Jacobs - W "dorosłej" kolekcji Marca znów nie znalazłam nic dla siebie, co innego u jej młodszej siostry. Największe wątpliwości mam do tak błyszczącej tkaniny w kolorze pudrowego różu, ale już sam klimat tego zestawu, mocno wypoczynkowy, bardzo mi się podoba. Biorąc pod uwagę, że mam już biały podkoszulek i trampki, brakuje mi tylko okularów i spodni. Może niekoniecznie tak błyszczących.
Michael Kors - Bardzo szkolny i bardzo angielski zestaw, a i tak nic bym w nim nie zmieniła.
Philosophy - I znów bardzo relaksujący zestaw. Można mu zarzucić, że taki róż od stóp do głów sprawia, że człowiek czuje się jak pianka marshmallow, ale spodnie osobno i płaszcz osobno to już rarytas o bardziej uniwersalnym i wyrafinowanym smaku.
Ralph Lauren - Projektant tworzy od lat w swoim niezmiennym stylu, do którego już przywykliśmy. Spod jego pióra powstają kolekcje dobre, ale bez większego wpływu na sieciówkowe wieszaki. Z kolekcją wiosenna, nie tylko za sprawą tej sukienki, może być inaczej.
Thakoon - Bez zbędnych komentarzy. Kupuję od stóp do głowy.

Subiektywne The best of wiosna 2014 w Nowym Jorku

Wkrótce moi ulubieńcy z Londynu:-)

środa, 9 października 2013

Run baby run!

Bieganie to ostatnimi czasy jeden z bardziej medialnych tematów w Polsce, i choć wczoraj Arcybiskup Michalik rozwalił system, to jednak długo jeszcze nie uciekniemy od biegania. Nagle wszyscy próbują nam mówić, jak biegać, aby nie umrzeć na mecie. W telewizji śniadaniowej, w najważniejszych wydaniach wiadomości i w reklamie banku, która zdaniem pewnych państwa w TVP reklamą nie jest. "Sport to zdrowie" - drwią zawodowi, aczkolwiek anonimowi komentatorzy na każdy temat. Czuję potrzebę wypowiedzenia się w temacie biegania, choć nie jestem w tym temacie ekspertem. Jednak nie z pozycji eksperta chcę tu mówić, ale  jako neofitka, która własnie w bieganie się wkręca, dobrze jej z tym, ale...

Wcale nie fakt, że rozpoczęłam biegać był impulsem do tego tekstu, a wczorajszy program Agaty Młynarskiej, która również postanowiła edukować Polaków w temacie biegania (a w jakim nie postanowiła?). Ja wiem, że wszyscy mówią, że program "Świat się kręci"  to taka popołudniowa telewizja śniadaniowa, ale skoro pani Młynarska poczuła w sobie misję nauczania Polaków, to niech to robi dobrze, zamiast bombardować gości wciąż nowymi pytaniami, przerywać wpół odpowiedzi, nim padnie właściwy konkret, bo ona wymyśliła kolejne genialne pytanie i musi je zadać teraz, zaraz, już. Przykre, że śmierć biegacza spowodowała takie medialne zainteresowanie bieganiem, ale skoro już jest, to niech wyniknie z tego coś konkretnego. Nie wierzę, że na biegach masowych wprowadzony zostanie obowiązek badań uczestników, ale może warto Polaków nauczyć biegać. Krok po kroku. Step by step. Ja sama się tego uczę, czytam w internecie, analizuję, porównuję. To, co przeciętny widz, który jak ja przypadkiem trafił na rozmowę o bieganiu, powinien z niej zapamiętać, to informacje, jak zacząć, od jakich interwałów, jaka jest prawidłowa technika (co mnie obchodzi, że Piotr Kraśko biegał kiedyś nie używając lewej nogi), jak ważne jest oddychanie. Tymczasem głównym przesłaniem rozmowy było "Bieganie jest super, zacząć można w każdym wieku, a gdy organizm mówi ci, że ma dość, przyspiesz!" Brawo panie Piotrze, nie przebił pan sesji na pralce, ale było blisko. To świetny slogan na okładkę fit magazynu, czy pana biografii, ale raczej nie dobra wskazówka dla początkujących, bo zaczną nam padać jak muchy, a w najlepszym wypadku po jednym treningu stwierdzą, że nie będą się katować i jeszcze po drodze do domu kupią sześciopak czipsów i piwa. Pani Młynarskiej i panu Kraśce bieganie wydaje się banalnie proste, ale zazwyczaj jest tak, że te najprostsze rzeczy są najtrudniejsze.

Ja, nie będąc ekspertką, stojąc na początku swojej "kariery" biegacza, mówię do wszystkich początkujących i zastanawiających się nad rozpoczęciem biegania. Nie szukajcie odpowiedzi na swoje pytania u Agaty Mlynarskiej i Piotra Kraśki.  Wystarczy wpisać w wyszukiwarkę "jak zacząć biegać", a wyskoczą adresy przynajmniej kilku portali, warto zaglądać i porównywać, a kiedy organizm zacznie wam mówić, że ma dość, nie przyspieszajcie, ale też nie hamujcie gwałtownie. Zwolnijcie i oddychajcie równomiernie. 

Step by step.

niedziela, 22 września 2013

Jackie czy Marylin?

Kto to jest ikona stylu? Zastanawialiście się kiedyś? Ja zaczęłam, gdy we wszelkiego rodzaju publikacjach zaczęto tym tytułem określać osoby, o których nie potrafiłam powiedzieć nic. Ani czym się konkretnie zajmują, ani jaki mają ten styl poza tym, że luksusowy i markowy. Wystarczy, że celebrytka zapozuje na ściance w ładnej sukience od projektanta z dobrze dobranymi dodatkami, a portale pieją z zachwytu NOWA IKONA STYLU!!! Według polskich mediów "ikona stylu" to po prostu przeciwieństwo "źle ubranej gwiazdy".  Poprawna stylizacja otwiera wrota do nieśmiertelności (aż do następnej imprezy). Śledząc polski show biznes można odnieść wrażenie, że produkcja krajowych ikon stylu to  masówka. Prawda jest taka, że aktualnie ikon stylu w naszym kraju po prostu nie ma. Nawet moje ukochane: Magdalena Cielecka czy Kamila Baar to nie ikony stylu, choć świetnie ubrane aktorki i zdecydowanie nie celebrytki.
Jackie in September


Ikona stylu w moim odczuciu to ktoś, na dźwięk czyjego nazwiska od razu mamy przed oczami charakterystyczną sylwetkę, konkretne zestawy, nawet epokę. Widzimy styl, który oddziaływuje na wielu, co nie znaczy, że to musi być nasz styl. Nie. Możemy się z nim nie zgadzać, ale potrafimy opisać, wskazać jego fundamenty. Ikona stylu to ktoś, czyj styl przetrwał próbę czasu, zrósł się z osobą tworząc jej drugą skórę. Styl ikony wciąż odnajdujemy w nowych trendach i kolekcjach, wracamy i odkrywamy go na nowo. Ikona to symbol. Na pewno nasuwają Wam się już konkretne nazwiska - Audrey Hepburn, Grace Kelly, Jane Birkin. Czy do tego grona dołączą współcześnie nam panujące królowe stylu, jak choćby kobiety Vogue'a - Anna Wintour, Anna dello Russo, czy moja ukochana Emmanuelle Alt? A może Cara Delevingne, Alexa Chung, Kate Middleton? Czy raczej postacie z seriali, jak Carrie Bradshaw? Czy nasze córki, wnuczki, prawnuczki czerpać będą z Rihanny i Lady Gagi? Bo chyba nie z Hanny Lis, Edyty Górniak, Aleksandry Kwasniewskiej, czy Anny Muchy. Moim zdaniem sięgną do tych samych ikon, z których świadomie i podświadomie czerpiemy dziś my, ale czy mam rację, pokaże czas.
Marylin's September


Dwóm niekwestionowanym ikonom stylu poświęcona jest książka "Jackie czy Marilyn. Ponadczasowe lekcje stylu" Zdaje się ona być połączeniem biografii tych dwóch niezwykłych kobiet z lekcjami stylu na bazie dwóch sylwetek. Dowodem na to, że nie tylko miłość do JFK, ale i ponadczasowy styl łączył Jackie i Marylin. Przypuszczam, że łącząc klasyczną elegancję z nutą luzu i potężną dawką seksapilu, ale o dobrym smaku, uzyskamy mieszankę wybuchową. Własny, niepowtarzalny styl, własną skórę możemy również odnaleźć poprzez wykluczanie - określanie, co w stylu Jackie, czy Marilyn nas nie przekonuje. Nie będę tu książki recenzować, bo nie miałam jej jeszcze w rękach. Chciałam tylko podzielić sie z Wami swoimi przemyśleniami, które dopadły mnie, gdy zobaczyłam książkę na księgarnianych półkach.

Ciekawa też jestem, co Wy myślicie na temat ikon stylu - tych niekwestionowanych i tych aspirujących. Kto dla Was jest ikoną stylu i czy potrzebujemy ich do tego, by odnaleźć własny styl?

piątek, 13 września 2013

MOHITO na bogato, czyli celebryta żadnej fuchy się nie boi

Mamy trudne czasy. Bezrobocie wciąż ma się świetnie. I choć nie widać tego na salonach, także celebrytki drżą o swoje ciepłe kąty w serialach, reklamach, czy "Dzień Dobry TVN". Po prostu "Trudne sprawy". Przezorne dopisują coraz więcej zawodów na pasku pod swoim nazwiskiem. Im mniej znana twarz, tym więcej zawodów. Gdyby nie plazmy, nie zmieściłyby się na naszych ekranach. "Jak to tylko aktorka? To potwarz!" Była w "Jak oni śpiewają", a więc piosenkarka. "Tańczyła z gwiazdami", więc i tancerka. Radzi sobie z Wordem - pisarka. Czasem, gdy nikt nie zaprosi na bankiet, coś ugotuje - kucharka, ba - Masterchef! A ponieważ dba o linię to dietetyczka, co to jak pani w serialu, na oko oblicza BMI. Segreguje śmieci - Reni Jusis. Niedawno wyszła za mąż - specjalistka od miłości, śniadań do łóżka, planowania wesela, obsługi mężczyzny, nocy poślubnej i walki z podniesioną klapą wiadomo od czego. Ma dziecko... ma kopalnię diamentów, nie opędzi się od śniadaniówek (czy raczej śniadaniówki od niej), zapozuje z wózkiem niczym polska madonna, przeprowadzi szkolenie z seksi porodu i wychowania dziecka, a to dopiero początek. Bójta się!

Celebrytki bywają też na ściankach, bymajmniej nie wspinaczkowych, choć wspinają się po nich niczym po szczeblach kariery, a to oznacza, że noszą ładne sukienki. Dzięki temu nabywają sprawności stylisty, ikony stylu i... projektantki. Projektują już Kasia Cichopek, Natasza Urbańska, Kasia Zielińska, a od niedawna do tego grona dołączyła Marta Żmuda-Trzebiatowska, która ku mojemu zdumieniu, które trwało chyba ze dwa dni, zaprojektowała kolekcję dla Mohito.

Wiem, kim jest Marta Żmuda Trzebiatowska. Aktorką. Tak przynajmniej mówią wszystkie plotkarskie gazety i portale, oraz sama Marta w reklamie. Jednak nie kojarzę jej z żadnej roli, a po obejrzeniu reklam pewnego szamponu mam wrażenie, że  połowę roboty odwalają za nią jej włosy, które ciężko pracują na planie. 

Nie czepiam się Mohito, że zaangażowało nie projektantkę. Taki trend. Mój problem z Martą Żmudą-Trzebiatowską jest inny. Przejrzałam zdjęcia z jej "ałtfitami" i na moje oko w jej stylu nie ma nic charakterystycznego, nie mówiąc o "wow-faktorze". Maja Sablewska, która poprzednio "projektowała" dla Mohito coś tam w sobie ma. Komuś to się podoba, komuś nie (mnie na przykład), ale te zbitki ubrań, które prezentuje można nazwać stylem. U Trzebiatowskiej nie wiem, czego się złapać, a jednak zdarza się, że nazwą ją "ikoną stylu". Nie rozumiem zjawiska, polegającego na tym, że  ładnie ubrane celebrytki zyskują od razu ten przydomek. Według mnie, w tej chwili w Polsce nie ma aktorki, piosenkarki, celebrytki, która by na to zasługiwałaby, a pseudo-dziennikarki hojnie obdarowujące je tymi metkami powinny zmienić dealera. Są u na gwiazdki ładnie ubrane, ale to w dużej mierze zasługa ich stylistów i hojnych showroomów.

Dlaczego Mohito postawiło na Martę Żmudę Trzebiatowską? Może uznano, że ta dziewczyna z niewątpliwie ładną buzią ma wiele predyspozycji. Raz się zostaje twarzą rajstop, raz projektuje dla sieciówki.  A może ludzie z Mohito zobaczyli teczkę z projektami Marty, padli z wrażenia i błagali, by coś dla nich zaprojektowała, zanim zrobi spektakularną karierę na paryskim tygodniu mody? Dobra, teraz pewna pseudo-blogerka zmienia dostawcę. 

Sama kolekcja, podobnie jak Marta, niczym się nie wyróżnia. I może o to chodziło. "Mamy nijaką kolekcję, znajdźmy jej nijaką twarz, dzięki której szafiary nie zorientują się, że takie same kurtki, spódnice i topy wiszą w każdej sieciówce" - zaproponował stażysta w dziale marketingu. Nie wiem też, z czego wynika nadany jej przydomek ekskluzywna. Może chodzi o ceny, ale w takim razie z sezonu na sezon coraz więcej sieciówek prezentuje nam kolekcje ekskluzywne.

Od strony projektowej aktorkę wspierała główna stylistka marki - Karolina Sołtan.  Wyobrażam to sobie tak:  Przychodzi Marta do Mohito i mówi: "Karola chciałabym żeby kurtka była czarna, skórzana, taka motocyklowa, ale wiesz... sophisticated, bo w końcu to ja się pod tym podpisuję. I taką długą spódnicę, beżową, czy tam różową, taką, jak to we wszystkich sieciówkach była, wiesz, ale żeby wyglądała na elegancką, seks w wielkim mieście, te sprawy wiesz. Wiem! Zróbmy wycięcie! Na jesień w sam raz, zawieje wiatr i efekt Merlin Monroe murowany. I spodnie, czarne, obcisłe skórzane, jak Kate Moss. Glam rock, te sprawy. I małą, czarną, prostą. Super pomysł, co? Właśnie na niego wpadłam.  I botki, botki są teraz na topie. Zróbmy takie fajne, jak u Isabel Marant" etc." Wiem, jestem potwornie złośliwa, ale kiedy z jednej strony mam aktorkę, o której stylu nie umiem powiedzieć nic, poza tym, że nosi ładne sukienki od projektantów, a z drugiej czytam, że od strony projektowej wspiera ją główna stylistka marki, to co ja mam myśleć? Może lepiej napiszcie, co wy myślicie.


Sama Marta o pracy nad kolekcją mówi tak:"Niepewnie czuję się w roli projektantki, muszę przyznać. Kiedy zobaczyłam już ubrane modelki poczułam wielką odpowiedzialność, bo na etapie projektowania świetnie się bawiłam. Przeżyłam fantastyczną przygodę. Miałam przywilej poznać świat mody od podszewki. Czułam się trochę jak w filmie "Diabeł ubiera się u Prady". (...) To są ciuchy, które wybrałabym dla siebie. Ciemne, mroczne, dużo ćwieków, zamków, ale taka jest też ta mniej znana część mojej duszy, mojej natury."
MZT dla MOHITO

No przyznaję, przy mrocznej Marcie, która objawiła się nam w tej kolekcji, Nergal to różowy, pluszowy króliczek. Czerń na jesień to bardzo oryginalny, nowatorski, wręcz przełomowy pomysł, niczym dwie komory w jogurcie Mueller Mix. Suwaki, rozcięcia, ćwieki - wow! Skleroza to siostra moja rodzona, ale wydaje mi się, że te wątki od kilku sezonów wałkowane są wszędzie. Wolałabym tej jesieni dostać od Mohito ciepły, klasyczny płaszcz na zimę, który mi się po tygodniu noszenia nie skulkuje. Taką mam fantazję. Ciepły płaszcz na zimę od polskiej marki! Chcę tak wiele? Chyba zbyt wiele. Przecież celebrytkom nigdy nie jest zimno, w kilkunastostopniowym mrozie idą na bankiet gołą stopą.

Dla zainteresowanych, kolekcja do przejrzenia tutaj

piątek, 6 września 2013

Carrie w Meksyku

City fashion
Klamka zapadła. Postanowione. Tej jesieni nie odpuszczę polskiej modzie. Będę się starała udowodnić, że jej miejsce to nie tylko czerwone dywaniki, ścianki sponsorskie i wypasione sesje blogerek.  Moda polska sprawdzi się w jesiennym, przyziemnym realu.

Nie uwierzycie, ale właśnie pierwszy raz w życiu oglądam "Seks w wielkim mieście" Oczywiście, wcześniej wiedziałam, o co tam chodzi, kto jest kim, obejrzałam wyrywkowo kilka odcinków oraz film pełnometrażowy, ale tak odcinek po odcinku, seria po serii, od deski do deski, to nie. Dopiero od kilku tygodni, codziennie po 23, dzięki Comedy Central Family. I choć Nowy Jork nie przebije Londynu, po którym, dzięki Google Maps, wędruję sobie kilka razy w tygodniu, to robi wrażenie. Stylizacje Carrie również, choć ona sama częściej irytuje, ale mnie do szewskiej pasji potrafi doprowadzić panienka szczerząca się na widok tamponów, czy inna z dumą oznajmiająca, że dla niej wymiana oleju w samochodzie to pestka, a że robi to w białej bluzce... Tak czy inaczej, kolorowe zdjęcia z kultowego serialu mocno wszczepiają się w moją wyobraźnię. Dzięki temu bohaterką dzisiejszego zestawu wpisaną na listę moich marzeń jest spódnica, którą z dumą nosiłaby Carrie Bradshaw jak i Anna dello Russo, choć pewnie w bardziej szalonej konstelacji niż ta przedstawiona przeze mnie, ale jako rasowa egoistka, myślę głównie o sobie. Przepis na sukces - trochę Carrie, trochę Emmanuelle.

Wspomniana spódnica pochodzi z jesiennej kolekcji Bereniki Czarnoty, projektantki, która kolejny raz nie zawodzi. Nie daje się porwać polskiemu nurtowi szarego  pokutnego wora. Meksykański wzór wymusił użycie kilku kolorów, co dla wielu kobiet może być szokiem. Idealny ciuch na jesienną szarugę. Na tyle szalony, że idealnie będzie współgrał z basicami - t-shirtami, bluzami, czy swetrami w odcieniach bieli i szarości. Do kupienia tutaj

czwartek, 5 września 2013

Sukienki na jesień od Bizuu



Miałam ten sezon rozpocząć od zupełnie innej kolekcji, ale kiedy przejrzałam jesienny lookbook Bizuu, zrozumiałam, że Paryż i grunge poczekają. Oczywiście, dla mediów ciekawsze jest jak na pokaz marki wystylizowały się celebrytki. Projektantki zdają się rozumieć to i wypożyczyły celebrytkom znaczną część swojej kolekcji, dzięki czemu przed obiektywem fotografów odbył się drugi, nieformalny pokaz. Takie czasy. Dla mnie, większą przyjemnością było odkrycie jesiennego lookbooka Bizuu.

W profesjonalnych recenzjach pojawiają się porównania jesiennej kolekcji Bizuu do kolekcji Ulyany Sergeenko. Moim zdaniem jednak jesienna Bizuu nie jest przesiąknięta jakimkolwiek folklorem, a raczej  jest stylistycznie uniwersalna. Keine grenzen. Nie widzę też inspiracji rosyjskimi gwiazdami mody ulicznej. Gdybyśmy jednak dochowali się rodzimej  Miry Dumy, na pewno miałaby ona w swojej garderobie niejeden element  kolekcji, wliczając genialne kapelusze, torby i buty.

Trudno mi znaleźć motyw przewodni, czy inspirację kolekcji. Brakuje trochę takiego punktu odniesienia - tematu, postaci, dekady. Blanka Jordan i Zuzanna Wachowiak nie ukrywają, że w swojej pracy fascynują się Coco Chanel  i owszem, to widać. Oglądając zdjęcia z pokazu pomyślałam właśnie o Chanel, ale nie dlatego, że zobaczyłam bezczelne kopie, ale raczej nieznany wcześniej pokaz Chanel. Jednak  kolekcje z wyraźnym, sezonowym motywem są w moim odczuciu ciekawsze, choć nie zawsze bardziej udane, czego przykładem może być jesienna kolekcja Saint Laurent Paris. A kolekcja Bizuu to kolekcja udana.

Uniwersalne dziewczęce sukienki projektu sióstr zdobyły już serca celebrytek. Subtelny seksapil wciąż sprawdza się idealnie na polskim "szołbizowym" bankiecie i nie daje się zepchnąć w cień ekshibicjonistycznym wybrykom co poniektórych dziewczątek. Klasyka gatunku sprawdzi się też  i w naszym życiu bez fleszy i skandali. Dominująca w kolekcji sylwetka - zabudowana góra, zero dekoltu plus krótki, dziewczęcy wydłużający nogi - w towarzystwie boho kapeluszy i olbrzymich toreb to ciekawa propozycja dla stylu w większym, jak i mniejszym mieście. Dla każdej z nas.

Jedyna bariera dzieląca mnie od posiadania choćby jednej z tych sukienek, jednego kapelusza i jednej torby to niewątpliwie cena. I mając w perspektywie kolekcję Marty Żmudy-Trzebiatowskiej dla Mohito, marzy mi się, że polskie sieciówki kiedyś przestaną robić ze swoich potencjalnych klientek idiotki lub te idiotki w nich hodować, a w zamian za to sięgną do potencjału (żeby nie powiedzieć – predyspozycji ;-)) prawdziwych polskich projektantów. Sukienka Bizuu dla Mohito to mogłoby być coś, czego sobie i moim nielicznym czytelnikom życzę.
















Cały lookbook do obejrzenia tutaj

środa, 14 sierpnia 2013

Fashion Breakfast na Facebooku

Kochani moi! Wiem, jest Was niewielu, ale lubię myśleć, że jednak w liczbie mnogiej. Jak zdążyliście zauważyć, blog chwilowo urlopuje, ale już zbieram siły do nowego sezonu. I choć na koncie zero, nie brak mi zapału. Z nową energią ruszam 1 września, a póki co, zapraszam Was na blogowego Facebooka, gdzie będę dzielić się z Wami swoim zdaniem na temat mody i nie tylko. Zapraszam Was tutaj:

czwartek, 27 czerwca 2013

Fall for owl

Pewnie trudno Wam w to uwierzyć, ale już pierwszego dnia lata zaczęłam odliczać dni do jesieni. Nigdy nie przepadałam za latem, bo od zawsze kojarzyło mi się z samotnymi wakacjami w domu,  gdy dzień niewiele różnił się od kolejnego dnia. Jesień kochałam i kocham, bo to pora roku najbardziej rozbudzająca wyobraźnię, najbardziej obfitująca w kolory, zapachy i... mroczne tajemnice. W tym odliczaniu od kilku lat pomagają mi kampanie promujące jesienne kolekcje,  pojawiające się już pod koniec czerwca.

Kampania Mulberry należy do tej kategorii, które lubię najbardziej - podszytych listopadowym klimatem mroku. Dodatkowo połączono w niej siły nadprzyrodzone dwóch wielkich osobowości świata mody - Tima Walkera - fotografa, który za każdą sesją tworzy nową rzeczywistość i Cary Delevingne, "It girl" - od kilku sezonów. Jednak głównym bohaterem tych zdjęć, przyćmiewającym nawet kultową "Alexę", są niewątpliwie sowy.


Nie mam pojęcia, czy są prawdziwe, wypchane czy wygenerowane komputerowe. Wygladają na prawdziwe, a prawdziwe sowy zawsze budziły we mnie strach. Wyjątkiem jest przemądrzała sowa z "Kubusia Puchatka", ale ona nie była prawdziwa. Pohukiwanie sów zawsze docierało do mnie w okolicach cmentarzy i to skojarzenie nierozerwalne. Jednocześnie to jeden z bardziej fascynujących ptaków i jesli uda mi się kiedyś napisać powieść dziejącą się na granicy światów, sowa będzie istotnym bohaterem. Z punktu widzenia mody, sowa jest trendy od wielu sezonów. Byle kawałek metalu w kształcie sowy osiąga ceny nieporównywalne z jego wartością. Sowy moszczą się na swetrach, topach, butach i postach modowych blogerek.

Na koniec i na zachętę nadchodzącej jesieni, jeden z moich ukochanych kawalków grupy Hey:
Źródło zdjęć: FGR

poniedziałek, 24 czerwca 2013

Modne książki na wakacje


Read all about this

Wakacje to ten czas, kiedy chętniej sięgamy po książkę - w samolocie, na malowniczej plaży, czy po górskich wędrówkach. Bywa też tak, że książka to całe wakacje, jakie mamy. W związku z tym postanowiłam, że wyszukam dla Was ciekawe pozycje wydawnicze. Dziś, na pierwszy ogień idą książki kobiece - mniej lub bardziej powiązane z modą. Mam nadzieję, że coś Was zainteresuje.

1. Młodzież PRL. Portrety pokoleń w kontekście historii - Hanna Świda-Ziemba - autorka opowiada o tym, jak żyła młodzież w latach 1949–1980, o dojrzewaniu, pracy i zabawie w PRL-u. Książka pod wieloma względami burzy stereotypowy obraz lat komunizmu budowany przez media zwłaszcza w ostatnich latach.

2. Kocham Nowy Jork - Isabelle Lafleche - Catherine, trzydziestoletnia prawniczka z Paryża, rozpoczyna pracę na Wall Street w nowojorskim oddziale swojej firmy. Szybko przekonuje się, że biurowe życie pełne jest dworskich intryg. Złośliwe zlecenia koleżanek z pracy, drobne wpadki, podejrzane spojrzenia - we wszystkich kłopotach nie zawodzi jej optymizm i perfumy Diora w torebce. Kocham Nowy Jork to dynamiczna, wciągająca opowieść o nowoczesnej kobiecie, która zdobywa wielki świat. Książka Lafleche  to jednocześnie zabawny i przenikliwy portret życia największych graczy na scenie Manhattanu. Kanadyjska pisarka ukazuje kulisy Wall Street - miejsca intryg i nieczystych zagrań. "Dziennik Bridget Jones", " Ally McBeal ", "Seks w wielkim mieście" - wszystko, co w nich najlepsze, znajdziemy w tej książce.

3. Lekcje Madame Chic. Opowieść o tym, jak z szarej myszki stałam się ikoną stylu - Jennifer L. Scott - Jennifer Scott odkrywa sekrety życia francuskiej rodziny mieszkającej w ekskluzywnej szesnastej dzielnicy w Paryżu. Lekcji stylu udziela jej sama Madame Chic, a co najważniejsze - wcale nie są one takie trudne. Jennifer przyjechała do Paryża jako Kalifornijka, wróciła do Kalifornii jako Paryżanka. Dwadzieścia prostych rad i wskazówek wystarczyło, by nauczyć się żyć a la francaise.  

4. W pogoni za torebką - Michael Tonello - Która z nas nie marzy o tym, żeby wyglądać jak gwiazda filmowa, nosić ubrania od najlepszych projektantów, budzić podziw mężczyzn i innych kobiet? Carrie Bradshaw z "Seksu w wielkim mieście" do szczęścia potrzebowała butów od Manolo Blahnika, diabeł ubierał się u Prady, natomiast Victoria Beckham, Sharon Stone czy Naomi Campbell potrafiły wydać fortunę na torebkę o wdzięcznej nazwie BIRKIN.Torebka mrocznym przedmiotem pożądania? Torebka, która kosztuje tyle co mały samochód? To szaleństwo! A jednak. Co więcej, trzeba na nią czekać nawet dwa lata! Lista oczekujących jest długa, a sprzedawcy nieubłagani. Wielki świat, wielka moda, wielka ściema. Choć Michael nigdy wcześniej nie słyszał o torebce Birkin, szybko zorientował się, że wielu chciałoby ją mieć, ale niewielu może ją kupić. Postanowił przechytrzyć marketingowe sztuczki świata mody i obmyślił formułę, dzięki której był w stanie kupić kilka birkinek w jeden tydzień i sprzedać je tym, którzy o nich marzyli. Przy okazji dowiedział się wiele o ludzkiej naturze: jak łatwo nas omamić, wzbudzić w nas sztuczne potrzeby, przekonać, że nowa torebka lub buty są gwarantem naszego szczęścia.
5. Zgaga - Nora Ephron - Niezwykle smakowita powieść, lekka jak suflet i aromatyczna jak najlepszy winegret. Czy można napisać powieść, która rozśmiesza do łez, chociaż opowiada o rozpadzie idealnego małżeństwa? "Zgaga" jest najlepszym przykładem na to, że owszem. Tworząc tygiel zdrady, zemsty, terapii grupowej, garnków, talerzy i duszonego mięsa, specjalistka od czarnego humoru przypomina nam, że podstawą każdej komedii, szczególnie romantycznej, są męki duszy i ciała... Ciężarna Rachel Samstat przypadkiem odkrywa, że jej mąż kocha inną. Niestety fakt, że rywalka jest wysoka jak wieża, ma szyję jak żyrafa i nos jak trąbę słonia niespecjalnie ją pociesza. Ucieczki szuka za to w kuchni, gdzie realizuje przepisy z książek kucharskich własnego autorstwa. Czy Rachel uda się uratować małżeństwo? Nora Ephron to reżyserka, scenarzystka i pisarka. Ma w swoim dorobku kilkanaście filmów, w tym "Kiedy Harry poznał Sally" (scenariusz), "Bezsenność w Seattle", "Masz wiadomość" (reżyseria), trzykrotnie nominowana była do Oscara. "Zgaga" była jej pierwszą książką. Zekranizowana w 1986 roku przez Mike'a Nicholsa, w rolach głównych wystąpili Meryl Streep i Jack Nicholson.

6. Prada. Obyczajowy fenomen - Gian Luigi Paracchini - Włochy, Mediolan, rok 1977. Spotkanie dwojga ludzi. On - Patrizio Bertelli - przedsiębiorca i wulkan pomysłów. Ona - Miuccia Prada - wytworna signorina, spadkobierczyni rodzinnej firmy i walcząca feministka. Nić porozumienia związała ich zarówno na gruncie zawodowym, jak i prywatnym.
Obecnie Prada to coś znacznie więcej niż dochodowa firma. To także symbol koncepcyjnego stylu, który przełamał dotychczasowe kanony estetyczne, stworzył nowe trendy i odcisnął piętno na modzie. W niezwykłej książce Paracchini analizuje kluczowe etapy tego fenomenu: od powstania firmy przez jej rozkwit i ekspansję po ślubie Miucci z Bertellim aż po osiągnięcie pozycji uznanej marki eksperymentującej w tak
różnych dziedzinach, jak sztuka, architektura i regaty żeglarskie.
A co z parą głównych bohaterów? Pośród niezliczonych sukcesów i nielicznych porażek Miuccia Prada i Patrizio Bertelli stanowią epicentrum tego uniwersum. Pod wieloma względami ich historia sprawia wrażenie zaczerpniętej wprost z kart powieści.

niedziela, 23 czerwca 2013

Resort 2014 - Chloe

Okres, w którym pojawiają sie kolekcje resortowe, coraz bardziej przypomina kolejny fashion week, a same kolekcje mają coraz większe znaczenie. Wciąż jednak ich pokazy pozostają wydarzeniem bardziej intymnym od pełnych sezonowych kolekcji. "Lookbooki" resortów są z sezonu na sezon coraz bardziej imponujące. Choć wciąż najważniejsze są ubrania, można odnieść wrażenie, że projektanci przywiązują coraz większą wagę do ich oprawy. To już nie są zdjęcia anonimowej modelki na tle pospolitej, bielonej ściany. Coraz częściej kolekcje resortowe to nie propozycja wakacyjnej garderoby, ale konkretna historia opowiedziana ubraniami, wizja kobiety takiej, a nie innej. Może mi się wydaje, ale kolekcje resortowe wyglądają na bardziej "do noszenia" od zaraz niż te z tygodni mody w Nowym Jorku, Londynie, Mediolanie czy Paryżu. Mniej tu pustego artyzmu, sztuki dla sztuki, więcej praktycznych rozwiązań i wygodnej estetyki.

Na podstawie publikacji na blogach stwierdzam, że jedną z najpopularniejszych kolekcji resortowych na rok 2014, do których się wzdycha jest kolekcja Chloe:
Można się zrelaksować tylko od patrzenia na zdjęcia poszczególnych stylizacji. Uporządkowany luz w dobrym stylu. Projektantka - Clare Waight Keller twierdzi, że w tych fasonach nie tylko modelka będzie się świetnie prezentowała, ale mam wątpliwości.  Najważniejszym elementem kolekcji zdają się być spodnie - jedne przykrótkie, inne zdecydowanie za długie, ale zawsze szerokie. Skinny nie wpisują się w wizję Chloe i to wcale nie od tego sezonu. Nie każda kobieca sylwetka będzie prezentowała się dobrze w pokazanych projektach, jednak niezależnie od sylwetki każda z nas może sobie coś dla siebie z resortu Chloe wyciągnąć, choćby stonowaną kolorystykę. Nie mogę przemilczeć faktu, że po raz kolejny mamy  do czynienia z klapkami kojarzącymi się z Birkenstockami. Ja zdania nie zmieniam - Może to i "haj faszyn", ale musiałabym dysponować małymi i ponadprzeciętnie wąskimi stópkami, żeby wyglądać i czuć się w takich cichobiegach komfortowo. Tak czy inaczej, kolekcja udana.








Źródło zdjęć: style

piątek, 21 czerwca 2013

Congrats MISBHV?

Tak, to ta chwila. Polscy projektanci zaczęli inspirować sieciówki. Jaskółką nowego trendu nie jest jednak Zień, a nawet Kupisz, ale przebojowe MISBHV. Nie ma się co dziwić, skoro ubrania projektu dziewczyn noszą nie tylko blogerki, ale i gwiazdy, jak Rihanna, czy Cara Delevingne. W sieci mają status kultowych. Za słynną bluzę "Team Paris" wziął się CUBUS:


Zdjęcie pochodzi z profilu MISBHV na Facebooku

Cóż mogę powiedzieć? O bluzie MISBHV wciąż marzę, ale nie skusiłabym się na "cubusową" (nie bójmy się tego slowa) podróbkę. Różnica pomiędzy ceną sieciówki (podobno 149zł), a MISBHV(190zł) jest niewielka, bo choć ciuchy tej marki noszą najbardziej trendy postacie popkultury wciąż ich ceny są w sieciówkowym zasięgu.

środa, 19 czerwca 2013

Pora na wyprzedaże

Summer sale 2013
To ten czas w roku - letnie wyprzedaże, czerwcowe Boże Narodzenie. Rozkręcają się powoli, a na najcenniejsze okazje trzeba będzie się jeszcze zaczaić, ale już teraz warto przygotować sobie litanię życzeń, którą skonsultujemy ze zdrowym rozsądkiem. Nie będę Wam tym razem udzielać żadnych rad. Po prostu podzielę się efektem moich konsultacji. Z jednej strony, pierwszy raz dane mi będzie przeżyć wyprzedaże na własnej skórze, nie wirtualnie. W moim mieście niedawno otwarto galerię, a w poprzednich sezonach nigdy nie chciało mi się jechać na wyprzedażowe łowy do Torunia czy Bydgoszczy. Z drugiej zaś, nie mogę cieszyć się wyprzedażami tak, jakbym chciała. Nie mogę pozwolić sobie na choćby delikatne szaleństwo, bo całkiem niedawno,  z dnia na dzień i nie w najbardziej kulturalny sposób mój pracodawca podziekował mi za współpracę. I choć chciałoby się pocieszyć się jakims fajnym zakupem, to kto wie, kiedy znajdę nową pracę.

Tak więc, przejrzałam swoją szafę, modowe blogi, magazyny i wiem, czego szukam:

1. Maxi sukienka w ananasy z H&M - zachwyciła mnie na zdjęciu w jakiejś gazecie, ale muszę zobaczyć ją na żywo, a przede wszystkim poznać jej skład. Polyester automatycznie wyrzuca ją z mojej listy. Bawełna, czy wiskoza zbliżają do zakupu. Nie jestem przekonana do wykończenia wokół szyi, ale te ananasy strasznie mnie korcą.

2. Dżinsowa koszula - Tu nie mam określonej metki. Całkiem fajne widziałam w Stradivariusie, z cienkiego elastycznego dżinsu, na jakim mi zależy, ale 99,90 to trochę za drogo. Widziałam nieskończoną ilość świetnych stylizacji z dżinsową koszulą. Nie wiem, dlaczego jeszcze jej nie mam.

3. Dżinsy - Po tym, jak schudłam o 2 rozmiary, zostałam się bez idealnych dżinsów. "Skinny" już mi się przejadły i marzę o "boyfriendach". Szukam też fajnych szortów, niekoniecznie dżinsowych. Najważniejsze, żeby były uniwersalne i by zakrywały całą pupę, niezależnie od pozycji baletowej, jaka mi się w danej chwili zamarzy.

4. Coś białego - Myślałam o butach, ale szybko dałam sobie spokój. W mojej pracy doprowadziłam swoje paznokcie do takiego stanu, że długo jeszcze nie będzie można  odsłonić ich przed światem. Dość powiedzieć, że jeden palec jakiś czas w ogóle pozbawiony był paznokcia, który w tej chwili pomału sobie odrasta. Tego lata muszę zapomnieć o japonkach, sandałkach i innych modelach z odsłoniętym palcem. Najwygodniejsze okazały się zwykłe tenisówki za niecałe 20 zł. Dobra wiadomość jest taka, że tenisówki są w tym sezonie trendy nad trendami.

5. Dodatki - Z racji okrojonego budżetu nie pojadę w tym roku nad morze (i tak kocham je najbardziej jesienią), a kwiatek we włosach daje miłą  iluzję egzotycznych wakacji. Na chłodniejsze dni przyda się szal w kolorowe azteckie wzory.

6. Kosmetyki - Tuszów do rzęs nigdy dość, a jeśli reklamuje go Freja, której w moim osobistym rankingu nie jest w stanie pobić ani Anja Rubik, ani Cara Delevingne, znak to, że będzie za mną chodził tak długo, aż będzie mój. Moje paznokcie z kolei marzą o neonie - najchętniej w odcieniu koralowym. Ponieważ neonowy lakier po kilku tygodniach odejdzie na dno pudełka, kupię jakiś za 4 zlote u chińczyka. Ciekawostką na temat Galerii Solnej w Inowrocławiu jest to, że obok sieciówek (z większością asortymentu "made in China"), Douglasa z drogimi, oryginalnymi perfumami jest autentyczny chińczyk z ubraniami, milionem drobiazgów i pierdółek, tanimi kosmetykami i podróbkami perfum.

7. Książka na wakacje - Właśnie skończyłam czytać najnowszą powieść Eduardo Mendozy "Awantura o pieniądze albo życie" i szczerze ją Wam polecam. Teraz mam olbrzymią chrapkę na najnowszego Stephena Kinga i jego "Joyland". Nigdy nie lubiłam wesołych miasteczek;-). Jeśli myślicie o tym samym, polecam zakup w księgarni Matras, gdzie aktualnie można tą książkę nabyć o wiele taniej niż w Empiku.

No i to by było na tyle. Ciekawa jestem, jak Wy przygotowujecie się do wyprzedaży, na co polujecie?

wtorek, 18 czerwca 2013

No i pupa z tym

"Dziewczyna Pikeja nie zazna nigdy snu..." - mogłabym dzisiaj zaśpiewać, ale życie nauczyło mnie nigdy nie mówić nigdy,  szczególnie w temacie wirtualnych wirusówek. Nie mogłam się dzisiaj opędzić na swoim Facebooku od widoku tych, słynnych już na cały Pudelek... pośladków. I w obawie przed tym, że się przyśnią takie blade i płaskie, postanowiłam podzielić się z Wami refleksją.

Bo tak sobie myślę: Biedna dziewczynka. Podnieciła się myślą o wielkiej imprezie, na którą miała przybyć cała "warszafka" i okolice. Nie ukrywajmy, Pikej to nie Kasia Zielińska. Nie dostaje stu zaproszeń dziennie. I w głowie (bo nie chciałabym nadużywać w tym kontekście słowa "umysł") dziewczyny pojawiła się myśl, że to może być ta jedna, jedyna szansa - szansa na karierę pokroju wielkiej i zasłużonej celebrytki - Natalii Siwiec. To może być jej mecz, ten stadion. Już widziała te okładki "Gali" czy "Superaka", propozycje sesji na koniu, kanapy wszelkich śniadaniówek, a może nawet jurorowanie w "Top model" czy intratna sprzedać sex-taśmy. Tak, postanowiła wkroczyć na dywany szołbiznesu od d... strony. Co  w tym dziwnego? Kto nie próbuje w tych trudnych czasach? Bezrobocie, czy raczej jego widmo dosięga nawet celebrytów. Inni też próbują od tej samej strony, choć może nie tak obrazowo i w 3D. Zresztą, liczne publikacje i komentarze świadczą o tym, że się udało.  Lada moment jej naśladowczynie pójdą jej śladem."She cant't sing, she can't dance, but who cares..."

Do tej pory najsłynniejszą pupą w szołbiznesie była słynna na cały świat pupa Pippy, która jednak ukazała nam się okryta bielą sukni. Dyskutowano o niej długo i soczyście, a jej właścicielka nawet ponoć jakąś książkę popełniła. Lata świetlne wcześniej świat ogarnął szał na punkcie pośladków Jennifer Lopez. Swoje też w tym temacie zrobiła "Lambada". Nie można też zapomnieć o tym, że pupa kiedyś po mistrzowsku rozgrywającej rodzimy "szołbiz" Dody uświetniła nawet pokaz mody. Pupa dziewczyny Pikeja żyje dziś własnym życiem i lada moment dołączy do ekipy pup z reklamy pewnego specyfiku na hemoroidy. Smutne, że dziewczyna pokazała tyle, a wciąż znana jest jako dziewczyna Pikeja (nawet wśród tych, którzy podobnie jak ja, nie mają bladego jak owa pupa pojęcia, kto to jest ten Pikej i czym się w polskiej kulturze czy rozrywce zasłużył). Jak ma na imię? Podobno Patrycja.

I nie ma co krytykować, czy się oburzać;-) Każdy orze jak może. Do szołbłękitnego królestwa droga prowadzi przez wąską szczelinę - granicę smaku, która wielokrotnie została już przekroczona. I nie miejmy raz jeszcze przekroczona będzie.

PS: Tak, stało się. Będą na tym blogu teksty o "szołbizie", ale o modzie będzie więcej. Obiecuję.

piątek, 14 czerwca 2013

I co z tego, że Marant?

Wiecie już, że kolejną projektancką kolekcję dla H&M przygotuje Isabel Marant. TA Isabel Marant, projektantka niemal kultowa, wielbiona słusznie na całym świecie. W dniu, kiedy to ogłoszono, Isabel została "Miss Żółtego" - mówiono o niej dużo, wszędzie, do wszystkich i za każdym razem w entuzjastycznych komunikatach. Przez moment i ja byłam w tej ekstazie i zastanawiałam się, czy jest sens być tysiąć którąś blogerką piszącą manifest pochwalny i rozpływającą sie w wyobraźni na temat kolekcji. Po jakiejś godzinie ekstaza opadła niczym poranna mgła, a po wizycie w galerii narodziło się... rozczarowanie. Marant, naprawdę?

Żeby wszystko było jasne: Uwielbiam Isabel Marant za jej kolekcje za prostotę, uniwersalność i bezpretensjonalność. Poza kolekcją kowbojską, nie mam wątpliwości, że 32-latka może w niej odnaleźć swój styl. "O co ci w takim razie kobieto chodzi?" - zapytacie. Skąd to rozczarowanie? 

Kolekcje Isabel Marant odnajduję w każdym sezonie, niemal w każdej sieciówce. Nie tylko H&M, ale i Zara, Mango, Stradivarius, etc.,   w mniejszym lub większym stopniu inspirują się stylem Francuzki, jak i konkretnymi elementami kolekcji. Jedni się inspirują, inni bezczelnie kopiują, a my łykamy haczyk i kupujemy. Sneakersów na koturnach dostępnych od sklepów obuwniczych po hipermarkety mam z jednej strony po kokardę, a z drugiej - wciąż nie przeszła mi na nie chęć. Kowbojskie koszule, zgrabne sukienki, czy topy z numerkiem... Wszystko, co spod ręki Marant stało się hitem, pojawiało się w jednej lub kilku sieciówkach. I tak będzie nadal. Nie zdziwię się, jeśli kolekcję Marant dla H&M w swoim asortymencie będą miały także inne sieciówki, a nawet sam H&M -  sezon później w niższych cenach.

A co wyróżni kolekcję Marant dla H&M dostępną od 14 listopada w kilku salonach sieciówki w Polsce? Zapewne zaporowe ceny. Może nieco lepsze tkaniny, choć i dziś w repertuarze sieciówki w tych samych cenach można dostać zarówno kiczowaty polyester, jak i bawełnę czy wiskozę, len, etc. Coś więcej? Nie sądzę.

Projektantka nie może wyjść poza swój bezpieczny styl, na pewno nie w kolekcji dla h&m. Nie stanie się awangardowym Margielą, czy "babciowatą" Marni, bo H&M zatrudniając tak komercyjną projektantkę liczy, a wręcz zastrzega sobie w kontrakcie, że ta pozostanie sobą, dzięki czemu kolekcja sprzeda się na pniu, w przeciwieństwie do poprzednich, a kilka tysięcy fashionistek, w tym kilkanaście szafiarek połamie sobie pazurki w ciężkiej walce o kawałek szmatki z metką "Marant". H&M ma tą pewność, że od momentu ogłoszenia tej współpracy będziemy wzdychać i "ochać", wyobrażać sobie tą kolekcję, śnić o niej i odkładać na nią pieniądze omijając konkurencyjne sieciówki szerokim łukiem.

I powiem Wam, że jestem zaskoczona tym, że tylko ja jestem ta współpracą najzwyczajniej rozczarowana i szczególnie na nią nie czekam. Bo w przeciwieństwie do Marni, czy Margieli nie uruchomi naszej kreatywności ani pomysłowości blogerek modowych. Nie wpłynie na styl miejskich ulic, bo Isabel Marant ma na niego wpływ od wielu sezonów. Jestem za to absolutnie pewna, że stylizacje z poszczególnymi elemetami kolekcji zaleją nasze czytniki do znudzenia, a kilka pewnie przeje nam się, zanim trafi do sprzedaży. Isabel Marant dla H&M to nic nowego w naszych czasach, choć w dobie kryzysu to doskonałe posunięcie sieciówki. 

"Schlebia mi ta współpraca. H&M pracuje z najlepszymi projektantami i zaproszenie mnie do tego grona jest ogromnym zaszczytem. Moim celem jest stworzenie czegoś praktycznego, co kobiety będą chciały nosić na co dzień i będą nosiły to z pewną nonszalancją. Myślę, że taka nonszalancja jest bardzo paryska: ubieramy się nie zwracając zbytniej uwagi na to, co na siebie wkładamy, a i tak wyglądamy bardzo sexy. Takim duchem przesiąknięta jest moja kolekcja. Wszystko można ze sobą łączyć zależnie od instynktu; postrzegam modę jako coś bardzo indywidualnego" – mówi Isabel Marant. I cudownie. Szkoda tylko, że gdyby nie metka i nieco wyższe ceny oraz kampania marketingowa, w które i ja za sprawą tego tekstu uczestniczę, ta kolekcja nie wyróżniłaby się na tle standardowego asortymentu h&m. Najprawdopodobniej i tak zawiśnie obok ubrań inspirowanych świetną kolekcją Marant na jesień i zimę.

środa, 5 czerwca 2013

Anja Rubik - w stylu Top Model

Już za kilka godzin poznamy trzecią polską "Top model" (dwie poprzednie ledwo pamiętam). Na tą okoliczność do kraju przyleciała top modelka bez cudzysłowu - Anja Rubik. Ledwo wyszła na ulicę, a już zdążyła zachwycić. Ok., nie wszystkich - mówię za siebie. Mnie zachwyciła. Zestaw, który skomponowała, jest absolutnie genialny, a jednocześnie prosty i wygodny. Fantastycznie, że Anja postawiła na polskie marki - MMC czy Local Heroes. Dla tych, którzy w polskich metkach skrycie się kochają, ale których wciąż na nie nie stać, dobra wiadomość - podobny zestaw można stworzyć z ubrań sieciówkowych. W swoich poszukiwaniach ograniczyłam się do sieciówek dostępnych w otwartej niedawno pierwszej galerii w Inowrocławiu, więc musiałam darować sobie Zarę czy Mango, ale misja i tak zakończyła się sukcesem. Nie znalazłam jedynie czapki, która mogłaby zastąpić "Bad hair day". Może dlatego, że marzy mi się po cichu malutki butik z polskimi markami w przystępnych cenach...
Look like Anja

niedziela, 5 maja 2013

Keira Knightley wyszła za mąż

Bez rozgłosu i fleszy paparazzi. Da się? Da się. Keira od lat ma stałe miejsce w panteonie moich ukochanych aktorek, które podziwiam może nie tyle za grę aktorską, co za sposób bycia, styl i za to, że są tak po prostu piękne. Nie musicie się ze mną zgadzać - to mój prywatny panteon, w którym jest jeszcze miedzy innymi Mila Kunis, Olivia Wilde, czy Diane Kruger. Mimo, że Keira niejednokrotnie zachwycała na czerwonym dywanie w posagowych sukniach, w tym ważnym dla siebie dniu postawiła na lekkość i dziewczęcość. Cudowna...

 photo keira-knigtley-wedding_zpsbef0bdac.jpg

poniedziałek, 29 kwietnia 2013

Kup ONLINE - Bez żalu w REALU

Nie wiem, czy wiecie, ale od kilku dni działa internetowy sklep RESERVED. Ruszył, o dziwo, bez pompy i rozgłosu. O braku możliwości zakupu on-line ubrań i dodatków Reserved marudziłam Wam od dawien dawna. Tymczasem, kiedy sklep już otwarto... też pomarudzę. Bo ubrania Reserved są specyficzne. Dość drogie jak na sieciówkę, to raz.  Po drugie i chyba ważniejsze, ubrania z metką Reserved świetnie wyglądają na sklepowych manekinach, jeszcze lepiej na Carze Delevingne. Jednak czar pryska już na sklepowych wieszakach, a w przymierzalni zaczyna się dramat. To nie znaczy, że nie można w Re znaleźć nic fajnego. Można. Moja szafa jest tego dowodem, ale wymaga to długich poszukiwań, "miętolenia" tkanin miedzy palcami, lektury metek i wizyt w przymierzalni.




 Ostatnio zakochałam się w koralowej maksi (zdjęcie powyżej) wyeksponowanej na wystawowym manekinie. Pracuję tuż obok stacjonarnego salonu Re, w związku z czym codziennie ją mijałam, a ona  kusiła i kusiła - "Weź mnie". W końcu weszłam i dotknęłam - niefajny w dotyku poliester. Postanowiłam przymierzyć mimo wszystko. 36 nie daje rady moim biodrom, w 38 wyglądam jak zakonnica. Nieprzyjemny w dotyku poliester nie dodaje sylwetce lekkości ani uroku. Gdybym kupiła ją on-line, utopiłabym znaczną część mojej wypłaty.



Nie jestem pierwszą blogerką głęboko przekonaną, że w sieciówkach można znaleźć ubrania z naturalnych tkanin. Trzeba tylko  poszukać. W Reserved znalazłam ostatnio koszulę w kratę z bawełny, której po obejrzeniu letniego pokazu Diresa van Notena intensywnie poszukiwałam. Skryła się pośród stada podobnych poliestrowych. Jakiś czas temu z kolei kusiły mnie czarne spodnie z wiskozy, więc podczas ostatniej wizyty w salonie nie patrząc na metkę, wzięłam je do przymierzalni - okazało się, że to podobny model, ale poliestrowy. Po spodniach z wiskozy nie ma śladu. Nie wiem, czy to jakiś nieznany mi chwyt marketingowy? Kupując online, kupujemy w ciemno. Mimo, że na Facebooku marketingowcy Reserved piszą, że na stronie, przy każdym produkcie jest przycisk szczegóły, po naciśnięciu którego możemy zobaczyć z jakiej tkaniny jest dany ciuch, ja tego przycisku znaleźć nie mogę. Brakuje mi też zdjęć packshotowych, za pomocą których mogłam sobie do tej pory stworzyć w Polyvore własną stylizację. Zdjęcia na modelkach bez głów nie działają na moja wyobraźnię, tak jak Reserved by sobie tego życzył.

Wcale nie jest tak, jak się wydaję - nie próbuję Was zniechęcić do zakupów w sklepie internetowym Reserved. Sama być może kupię coś w wirtualnym salonie Re, ale jeżeli pojawią się składy tkanin. Póki co, mam wrażenie, że sklep powstał trochę na "odczep się" - zdjęcia nie zachęcają do zakupu, brak szczegółowych opisów. Szkoda.

Modelowym przykładem sklepu on-line może być znany wszystkim Answear.com. I nie mówię tego dlatego, że do końca czerwca mam u nich 25% rabat;-) Cenię Answear za szczegółowe, jasne  opisy produktów - ze składem włącznie, duży wybór, a także darmową przesyłkę i ewentualny zwrot, z którego jeszcze nigdy nie musiałam korzystać. Mój ostatni zakup to spodnie Mango - oczywiście z wiskozy. Coś mi mówi, że lada moment na długo zastąpią ulubione jeansy.
New Icon